J.F. Klima
24/11/2023
Post o różowych płomieniach i byczkach, bynajmniej nie Fernando
"Biuro, Siłownia, Klub" - Grzegorz Brązowy, 2015 (millenializowane)
Spotykam się czasami wśród znajomych z głosami mocno krytycznymi wobec kapitalizmu.
O ile daleko mi do uznania tegoż systemu ekonomicznego za jakieś zło wcielone, powiem więcej, uważam wręcz, że jest to wielce efektywny system redystrybucji dóbr, szczególnie kiedy to jest w pewien sposób (szczególnie względem troski o środowisko i dbania o prawa pracownicze) kontrolowany przez obywateli, to jestem w stanie zrozumieć ich frustrację.
Sądze, że nie wynika ona o tyle bezpośrednio z naszej egzystencji w ramach danego systemu ekonomicznego, co, z idącej niefortunnie w parze z tym, nienasyconym materializmem i rozpadem więzi społecznych.
Uważam szczerze, że o ile kapitalizm jest bardzo sprawnym systemem ekonomicznym, to jest wręcz tragicznym systemem wartości w życiu prywatnym, a niestety jako taki zostaje przez wielu ludzi traktowany.
Pozwoliliśmy sobie wmówić, że człowiek jest przedsiębiorstwem/produktem, a co za tym samym idzie musi dbać o nieprzerwany "rozwój" (chociażby i najbardziej fasadowy), nie może sobie pozwolić na recesję, lub też chociażby zwyczajną stagnację. Nie może sobie pozwolić na rysy na PR-owym szkle, w które chyba nikt z nas już nie wierzy, a jednak wszyscy kontunuujemy tą tragikomiczną rozgrywkę.
Musi więc biec on na, zarówno dosłownej, jak i metaforycznej, bieżni i być jak to śpiewał pewien francuski duet "Harder, Better, Faster, Stronger".
Obserwuję czasami, że rzeczywistość niektórych ludzi ogranicza się pozornie do, za przeproszeniem, zapierdolu w pracy, zapierdolu na siłowni i zapierdolu w życiu prywatnym, a także nawet i rozrywce.
Często dochodziłem ze smutkiem do wniosku, że o ile bardzo cenię sobie granie, czy to w tytuły cyfrowe, czy też te wydrukowane na kawałkach kartonu, to coraz częściej spotykało mnie jakieś osobliwe w moim mniemaniu podejście, że albo grasz turniejowo/ligowo/wykręcasz rangi w sezonie i poświecasz na to praktycznie całą swoją uwagę, albo możesz równie dobrze i nie grać, bo wydawca skupia się właśnie na tej zaciekłej rywalizacji (niewątpliwie dlatego właśnie, że tego oczekuje playerbase, a przynajmniej ten najbardziej słyszalny).
Wracając trochę do wątku rozpadu więzi społecznych.
Niewątpliwym jest, iż wiele z nas przeprowadza się w dzisiejszych czasach niewyobrażalnie częsciej od naszych ojców, matek, dziadków.
Jak dużo z nas faktycznie mieszka gdzieś i wie kto jest ich sąsiadem, wie kto stanowi radę mieszkańców i do kogo zwrócić się, kiedy na klatce wysiądzie światło?
A może najpierw należałoby zapytać, jak dużo z nas nie patrzy na nasze miejsce zamieszkania jako na "stan przejściowy"?
Jak dużo młodych, ale i nie tylko, ludzi wypiera fakt, że niewątpliwie łatwiej jest nam nie iść przez życie samotnie, i nie mówię tu nawet o poszukiwaniu "drugiej połówki", bo człowiek to jednak zwierze stadne?
A skoro mówię już o tych mistycznych "drugich połówkach", wydaje mi się, że, niewątpliwie w pokłosiu plagi jaką w rzeczywistości europejskiej był Romantyzm, uczepiliśmy się osobliwej ideii, że zakochanie i miłość to to samo.
Obecnie otoczeni przez "komedie-romantyczne" i różne permutacje aplikacji randkowych, jesteśmy głęboko przekonani o potrzebie znalezienia "tej jedynej/tego jedynego", zapominając zupełnie o tym, że filmy to nie rzeczywistość, a aplikacja, która zarabia na naszej obecności na niej i chęci znalezienia "miłości", w żaden sposób nie jest realnie finansowo skłaniana do tego, by faktycznie nam w tym pomóc.
Co więcej, desperacja jej użytkowników jest jej wręcz na rękę (przecież za jedyne $22.49 miesięcznie, możesz zobaczyć te wszystkie osoby, które są zainteresowane tobą, mimo że, biorąc pod uwagę podstawy mechaniki "pary", ty jakoś nimi wcześniej nie byłeś, albo z jakiegoś powodu aplikacja nie postanowiła ci tychże osób wyświetlić)
Niby don't hate the player, hate the game, ale jednak, silna pozycja różowego płomyczka na rynku wynika właśnie z tego, że pozwalamy sobie sprzedać to marzenie "konia na białym rycerzu" czy "wierzy zamkniętej w księżniczce".
Pragniemy wszyscy być Hamletem, zamiast parafrazując Fortynbrasa z utworu Z. Herberta zakceptować, że życie, a co za tym idzie wszystkie jego aspekty to trochę taki "projekt kanalizacji i dekret w sprawie prostytutek i żebraków" a to co po nas zostanie nie będzie przedmiotem tragedii.
43 lata później zespół ze Skarżyska-Kamiennej śpiewał:
"Miłość to żaden film w żadnym kinie
Ani róże ani całusy małe, duże.
Ale miłość - kiedy jedno spada w dół,
Drugie ciągnie je ku górze.
A ja niecałe 20 kolejnych lat w przyszłość pozwolę sobie powiedzieć:
"Miłość to nie obcisłe kiecki, ogolone nogi i klata wyrobiona na siłce,
Miłość to pójście po papier do sklepu, kiedy mąż ma sraczkę, kupienie żonie podpasek i zupełna wręcz akceptacja tego, że któreś z was (a najpewniej i oboje) będzie pi*****eć w łóżku po tym podwójnym rollo"
Nauczmy się kochać, a nie zakochiwać.
Nauczmy się pracować, by żyć, a nie, żyć by pracować.
Nauczmy się słuchać kiedy to właśnie nasze własne zdrowie śpiewa nam z tyłu głowy po cichu "Ale zanim pójdę, chciałbym powiedzieć Ci że..."
Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.
Kategoria
Zespół Kulinarny
Strój
Strona Internetowa
Adres
Czerska 8/10
Warsaw
01-732