Kana JACHT
28/07/2025
„Dzień ósmy – Do zobaczenia Mazury!”
Ostatni poranek naszego rejsu rozpoczął się nieco wcześniej niż zwykle. Bez ponaglania i marudzenia zebraliśmy się do działania – czas było posprzątać jachty, spakować rzeczy i przygotować się do powrotu do lądowej rzeczywistości. Każdy jeszcze raz spojrzał na swoją koje, maszt, pokład – znajome już elementy, które przez ostatni tydzień stały się drugim domem.
Zanim opuściliśmy port, przyszedł czas na pożegnanie z Mazurami – pełne wzruszeń, śmiechu i zdjęć „na pamiątkę”. Wracamy do domów bogatsi o nowe przyjaźnie, doświadczenia, żeglarskie umiejętności i wspomnienia, które trudno będzie przebić.
Nie może zabraknąć też podziękowań – dla organizatorów, którzy wszystko zaplanowali co do węzła, dla sterników, którzy czuwali nad naszym bezpieczeństwem i uczyli nas, jak łapać wiatr, i oczywiście dla rodziców, dzięki którym mogliśmy tę przygodę w ogóle przeżyć. Każdy miał swój udział w tym, że ten rejs był tak wyjątkowy.
Chociaż to koniec tej wyprawy, myślami już jesteśmy przy kolejnym sezonie. Bo jak raz poczuje się smak wolności pod żaglami, dźwięk fali uderzającej o burtę i wieczorne ogniska z szantami – to wiadomo jedno: za rok wracamy!
23/07/2025
„Dzień trzeci - żagle śpią, my nie”
Trzeci dzień naszego żeglarskiego rejsu przywitał nas w Mikołajkach gęstą mgłą, co nie sprzyjało wczesnemu wstawianiu; zwłaszcza, że widoczność w najlepszym wypadku można by określić jako taką sobie. A humory w trybie "poranna kawa jeszcze nie zadziałała". 🥴☕️ Na szczęście około godziny 11:00 mgła opadła, słońce rozwinęło pełne skrzydła, a my zaczęliśmy się smażyć jak grzanki na patelni. 🍳Niestety, odwrotnie do słońca zachował się wiatr: znikł! Totalna flauta. Przepraszamy się z silnikiem i „pyrkamy” gdzieś do przodu ile nam starczy sił. A sił ubywa z każdym kablem pokonanej odległości. I co można zrobić najlepszego na Mikołajskim przy braku sił? Skrócić trasę i odbić na obiad do restauracji „Gruba Ryba”.🍴🐟 Pyszna rybka zjedzona a i o deserze też nie zapomnieliśmy: beza z lodami - mistrzostwo świata. Lub co najmniej mistrzostwo jeziora Mikołajskiego w kategorii „beza na poprawę humoru” 😋 W drodze do bindugi Mazuralia Przeczka „Chopin” znów nas dorwał – kto by się spodziewał? Ten statek chyba ma nas na radarze. To już kolejne spotkanie i coraz bardziej podejrzewamy, że nas śledzi. Po zacumowaniu niespodzianka: zaproszenie na wieczorne Fluor Party. Zaproszenie oczywiście przyjęte i tylko czekamy aż słońce schowa się gdzieś pewnie w toni Tałt. I co dalej? Farby fluorescencyjne, światła UV i muzyka sprawiły, że zamieniliśmy się w żywe neony. Twarze świeciły, koszulki błyszczały, a parkiet (czy raczej portowy plac) rozbrzmiewał muzyką i śmiechem. Cisza nocna, co prawda, trochę się opóźniła ale w końcu wszystko ucichło. A na niebie, zamiast reflektorów, pojawił się księżyc w kształcie rogalika, który jakby mrugnął do nas na dobranoc.🌙
Koniec dnia trzeciego: mało wiatru, dużo śmiechu – bilans zdecydowanie na plus.
06/07/2025
Kolejnego dnia wiatr trochę odpuścił lecz skwar nie. Mimo porannych godzin intensywnie szukamy cienia, by skryć się przed promieniami słońca. Jak to któryś z doświadczonych żeglarzy powiedział: „Wolę pływać jak jest zimno, bo ubrać się w kolejną warstwę odzieży można zawsze, a jak jest gorąco to rozbierając się dochodzimy do granicy, że dalej już się nie da…”. Coś w tym jest… Jak zawsze poranny apel, śniadanie i chwila na rozdanie rejsowych koszulek. Cień zapewniła nam wielka altana obok tawerny. Ojjjj, jeszcze kociołek do wyszorowania… no dobra niech będzie, że to ja załapałem się na obozową wachtę klaru. Kociołek niestety pełnego klaru nie doczekał: odpadła cała umywalka w portowej zmywalni naczyń a kociołek pozbył się nóg, które połamały się podczas zderzenia z podłogą. Będzie na mnie! Nie dość, że niedomyty to jeszcze kulawy. A do tego mieliśmy go użyć na jeszcze jedną rejsową kolację. Porządkiem już zajęła się obsługa portu, bo przecież na godz. 10 umówiona niespodzianka. Po drugiej stronie zatoki już czeka motorówka. Solidny rib z 80 KM silnikiem i do tego pływająca 3 osobowa kanapa na holu. Czeka nas 2 godziny świetnej wodnej zabawy. I do tego można było się sprawdzić w dwóch rolach: zarówno pędząc na falach za naszą motorówką na kanapie jak i nią sterując. Niestety południe wyznaczało koniec zabawy. Trzeba przecież dopłynąć do kolejnego portu. Klar do wyjścia i żegnamy Górkło. Przyzwyczajeni do solidnego wiania z kwaśnymi minami przyjmujemy 2 bf na Jagodnym. Neptun to chyba zauważył, bo postanowił pokazać jak to jest, jak nie wieje wcale. Koniec Jagodnego i Boczne na silniku. Flauta. Krótki postój przy pomoście portu Lester Club Marina Lester Club w celu przebłagania władcy wód (jest druga wersja, że po prostu chodziło o toaletę i chwilę cienia pod drzewami na plaży) i chyba pomogło, choć nie wiem które. Na Niegocinie wieje, żagle staw i płyniemy do portu PTTK w Wilkasach. Trzeba się pośpieszać, bo na 18 umówiona kolacja w regionalnej restauracji Agromargot Agromargot. Nie moglibyśmy pominąć tego miejsca na naszym żeglarskim szlaku. Zresztą Elunia zawsze czeka na nas z otwartymi ramionami goszcząc nas nawet po oficjalnym zamknięciu restauracji. I ZAWSZE trzyma dla nas zapas pierogów ze szczupakiem. Mniam. Po szybkim cumowaniu, chwili na formalności portowe i portowym klarze na jednostkach ruszamy na kolację. Pyszne. I mniam po raz drugi, trzeci, czwarty itd., itd… Chyba nie znudzą się nam nigdy. Nasz Przyjaciel Andrzej, który niestety już tylko z góry, będąc na wiecznej wachcie może doglądać receptur, wciąż robi robotę! Objedzeni wracamy do portu, dziwnie cichego jak na tą porę. Choć może i dobrze, łatwiej będzie zasnąć. Tawerna „Dezeta” zamknięta, ale za to z nieco bardziej oddalonego „Rozbitka” kołyszą nas do snu dochodzące odgłosy koncertu szantowego i wiatr, i fale rozbijające się o pirs, i chlupot wpadających do wody telefonów też, choć może to już jakiś sen dziwny. Cóż… dowiem się o poranku 😊
Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.
Kategoria
Skontaktuj się z firmę
Telefon
Strona Internetowa
Adres
Tarnów
33-100