Hello
Stand out from the crowd
28/04/2026
And here’s something most people don’t want to hear: 🌍
you don’t learn to speak English by learning English.
Try to absorb it the way you learn to ride a bike 🚴 — not from a guide, but from the moment you finally push off and the road stops playing nice. It’s messy. You hesitate, you lose balance, you say things that don’t come out right. Good. That’s where it actually starts. Because knowing is quiet — using is alive 🗣️.
I’ve seen the same truth play out on long rides across Europe 🌄. You can plan every kilometer, check every forecast — and still end up riding into headwind, rain, or a road that just… disappears. And yet, you keep going. Because a journey of a thousand miles begins with a single step… or a single push of the pedal.
Language works the same way. You can study it, organize it, understand it — but until you throw yourself into real conversations, it stays theoretical. Progress over perfection ⚡. Always. The people waiting to “get it right” usually stay where they are. The ones who move, improve.
And here’s the part most people overlook: routine feels safe, but it quietly keeps you stuck. There’s a reason people say: if you think adventure is dangerous, try routine — it’s lethal ⚠️. Not dramatic. Just accurate.
On the road, the ones who move despite uncertainty go further than those waiting for perfect conditions. In language, it’s no different. Start before you’re ready 💡. Because readiness doesn’t come first — it follows action.
I don’t treat English as something to master in theory. I build it as something you use — in motion, in real situations, with all the unpredictability that comes with it. The same mindset that gets you across countries on two wheels gets you speaking with confidence 🌍.
Because neither the road nor the language rewards hesitation.
They reward those who keep moving.
I jest coś, czego większość ludzi nie chce usłyszeć:
nie nauczysz się mówić po angielsku, ucząc się angielskiego.
Spróbuj go przyswajać tak jak jedziesz na rowerze 🚴 — nie z instrukcji, tylko w momencie, kiedy w końcu ruszysz, a droga przestaje być przewidywalna. Jest trochę chaosu, trochę niepewności, zdania się sypią. I bardzo dobrze. Bo sama wiedza milczy — dopiero używanie ją ożywia
Dokładnie to samo widzę, jadąc przez Europę 🌍. Możesz mieć plan na każdy kilometr — a potem przychodzi wiatr, deszcz albo droga, której nagle nie ma. I co? Jedziesz dalej. Bo każda długa podróż zaczyna się od jednego ruchu — pierwszego kroku, pierwszego obrotu korby.
Z językiem jest identycznie. Możesz go rozumieć, analizować, „ogarniąć” na papierze — ale dopóki go nie używasz, wszystko zostaje w teorii. Liczy się ruch, nie perfekcja ⚡.
I tu jest coś, co łatwo przeoczyć: rutyna wydaje się bezpieczna, ale to ona najczęściej zatrzymuje w miejscu. Bo jeśli myślisz, że wyjście poza schemat jest ryzykowne… spróbuj w nim zostać na dłużej. To dopiero potrafi zablokować.
Na rowerze to działa banalnie — ruszasz, nawet jak nie jesteś pewny, i nagle jesteś dalej niż ci, którzy dalej się zastanawiają. Z angielskim jest dokładnie tak samo. Po prostu zacznij.
Ja nie uczę angielskiego jako teorii do opanowania. Pokazuję, jak go używać — w ruchu, w prawdziwych sytuacjach, tam gdzie nie wszystko idzie zgodnie z planem. Bo dokładnie tak buduje się pewność.
Bo ani droga, ani język nie nagradzają czekania.
Nagradzają tych, którzy jadą dalej 🚴♂️🌄.
Na rowerze nie czekasz, aż wszystko będzie idealne — po prostu jedziesz. Z angielskim zrób to samo.
🔥 Don’t “learn English.”
Absorb it. Use it. Bend it to your life.
Make it yours — slowly, naturally, at your own pace. Not for tests, not for systems, not for approval. For you.
Let it become something you pick up on the road, in conversations, in small moments where you test yourself and realise: you’re already further than you thought.
Because this is not about perfection.
It’s about movement. 🚴♂️🌍
Keep going. Keep speaking. Keep riding your at own pace.
Nie „ucz się angielskiego.”
Wchłaniaj go. Używaj. Dopasowuj do swojego życia.
Uczyń go swoim — powoli, naturalnie, we własnym tempie. Nie dla testów, nie dla systemów, nie dla ocen. Dla siebie.
Pozwól mu stać się czymś, co łapiesz po drodze, w rozmowach, w małych momentach, kiedy sprawdzasz siebie i nagle zdajesz sobie sprawę: jesteś już dalej, niż myślałeś.
Bo to nie chodzi o perfekcję.
Ale o to abyś nie stał w miejscu 🚴♂️🌍
Nie zatrzymuj się, mów. Jedź swoim tempem.
12/04/2026
Próba samego siebie. Jazda 🚴 w miejsca gdzie pewnie bym nigdy nie dotarł, na totalnym luzie, bez spiny, ale z ogromną chęcią odkrywania nowych kierunków. To moja podróż, taka, jakiej nie zaplanowałem, taką w jaką uwierzyłem i brnąłem po prostu przed siebie. Wcale nie licznikiem kilometrów, albo kompasem wskazującym kierunek. Nie. Z licznikiem nastawionym na mocne wrażenia, poznawanie ludzi i....po części siebie.
Jesteś co prawda w kraju ( Włochy) co to są centrum cywilizacyjnej Europy, więc zgubić się nie sposób. Ale im dalej jedziesz na południe od Rzymu, tym bardziej zdajesz sobie sprawę, że są dwie Italie. I ewidentnie ma to obraz w jakości dróg i oznaczeń. Każda podróż to lekcja, bezcenna. Nawet o samym sobie, o tym jak reagujesz jak zamknęli drogę: są 2 możliwość, zatłoczona autostrada ( nie dziękuję) , albo 40km objazd z pojazdem 600m w górę. I nie ma możliwości pośrednich, tu nie ma kompromisów, jest jazda którą sobie wybrałem i na którą się zgodziłem. Bo droga to wyzwanie, to zmaganie się z sobą, także słabościami, bo tych nie brakuje - nigdy! Każdy kilometr w słońcu, deszczu czy pod wiatr jest próbą, jak bardzo jazda na rowerze jest czymś co lubię. I wiecie co? Gdy wjeżdżam na odsłonięty od wiatru klif, gdzie po horyzont widzę przestrzeń pomalowaną kolorami zieleni, błękitu, bo nie do końca wiesz gdzie kończy się morze a zaczyna niebo, a sam już nie wiem czy oczy mi błyszczą z wrażenia czy to słońce ☀️ rozświetla je jasnym blaskiem. I pewnie wyspy rozsiane na horyzoncie, które żyją swoim życiem ( zupełnie jak ja!) , taka spokojna Ischia, pozwalają odczuć, gdzie jest granica między niebem a ziemią.
Wtedy nie mam wątpliwości, że to co robię jest właściwe... Że zarówno chłód poranka, popołudniowy deszcze, mocny podmuch wiatru, jak i szczery uśmiech przypadkowego wędrowcy są dowodem na to, że podróżować to żyć i odczuwać wszystkie emocje z tym związane: lęk, podziw, ekscytację, niepewność i radość. To buduje scenariusz prawdziwej podróży, gdzie kierunek nie do końca ma znaczenie, bo liczy się coś więcej: to jak potrafisz patrzeć i ogarniać świat, czasem totalnie go nie rozumiejąc. Jak w poszukiwaniu jakiegokolwiek, ostatniego noclegu przed Rzymem, myślisz sobie, a aby przekimać, gdzieś w przydrożnym rowie w namiocie ( tak cały czas wiozłem pełen ekwipunek), a tu spotkasz człowieka, który wita Cię jak w domu i zaprasza do siebie... bo przypadkowo też jest pasjonatem rowerowym..i wpadamy w dyskusję na wiele tematów. Rozmowa jest czymś inspirującym, pobudza i dodaje kolejną cegiełkę do budowli o nazwie podróż.
A teraz będzie trochę szczerzej: taka jazda bez trzymanki, bo ta wyprawa to coś w rodzaju budowli, a fundamenty już zbudowałem - także te finansowe, bez których to co robię byłoby niemożliwe. Ale powiedzmy sobie szczerze i bez ściemy, to co robię nie jest drogie. Wystarczy przesunąć odpowiednio priorytety i określić co w życiu się liczy. Bo nie chodzi o pogoń za pieniędzmi i wycieczki za miliony, aby zaimponować innym, ale o czas, to jest największy składnik
Jeszcze jakieś 10 lat temu, gdyby ktoś mi powiedział, że będę miał tyle wolnych dni (około 3 miesiące!) w roku, i będę podróżował niezależnie, z rodziną bądź z przyjaciółmi lub sam w miejsca o którym nawet nie słyszałem i będę czerpał z tego ogromną radość, wiarę w powodzenie, a z wielu wypraw przywiozę coś więcej niż pamiątki - ale "żywe" kontakty z ludźmi, które do tej pory wciąż kiełkują, że będę spał w namiocie gdzieś na klifie a wschodzącym słońcem ucieszę się jak dziecko prezentami,
Że podróż rowerem czy to w Alpy, do Alzacji czy na koniec włoskiego buta będzie dla mnie tylko przystankiem do tych kolejnych bo zacznie rozbudzać wyobraźnię
Że bieganie w lesie, jazda na rowerze staną się integralną częścią mojego życia, jak oddychanie
że zbuduję samodzielnie, niezależność życiową i finansową,
że nauczę się gotować, odróżniać pietruszkę od pasternaka, piec ciasta, ogarniać mieszkanie, prać, prasować, sprzątać i odkładać skarpety do szuflad
że moja szkoła stanie się jedną z najlepszych w Szczecinie, do której przyciągam bardzo ciekawych ludzi, którzy nierzadko mnie inspirują i wzbudzają podziw oraz szacunek - to cenne!
Że zacznę robić to na co mam ochotę, a nie to co wypada (oczywiście nie raniąc nikogo)
Że przestanę pracować w piątki, a wkrótce także w czwartki,
Uwolnię się od wszelkich zobowiązań ( także finansowych)
Przestanę się wpisywać w scenariusze napisane dla mnie przez innych ludzi, lecz zacznę pisać swoje
spojrzałbym się na taką osobę pewnie tak samo jak część z Was patrzy teraz na mnie - durny, czy co? Ale wiecie co, dawno oj dawno przestałem przejmować się tym co myślą o mnie inni. Dlaczego ? Ponieważ nie sposób słuchać poglądów i porad na temat drogi którą zmierzasz od osób, którzy tam nigdy nie byli. I żeby była jasność nie tyczy się to tylko decyzji o wyprawach rowerowych, ale także też tych ... życiowych.
A te rzeczy o których piszę przez ostatnie 10 lat, zupełnie niepostrzeżenie powoli stały się faktem. Dlatego właśnie każda taka podróż buduje Cię wewnętrznie i dodaje siły, a potem jeśli coś spotka Cie z zewnątrz, czy jest to odwołany pociąg, zamknięty most, rozmowa o podwyżkę z szefem, myśl aby przestać słuchać teściowej jakie masz wieszać firany, różne inne przeszkody w życiu, te sprawy zdają się być prostsze w osiągnięciu, nie mówię że łatwe, ale prostsze. Dzięki Twojej własnej drodze, e którą czasem wątpiłeś, albo podważali inni- to normalne. A Ty jechałeś pod wiatr z deszczem klnąc pod nosem: Holly s**t, what the f**k am I doing here?! Ale te uczucia i te emocje sprawiają, że jak poradziłeś sobie na tej przełęczy, i pędzisz w pocie czoła na pociąg i jeszcze uporałeś się z namolnym konduktorem, albo jak pękła Ci dętka, rozwaliło się auto, żona wystawiła Ci walizki za drzwi, a szef zredukował Twoje stanowisko, to zamiast użalać się nad sobą i biadolić nad marnym życiem, wspomnisz takie momenty gdzie dałeś radę! And that's the message worth spreading!
Bo życie Składa się z momentów, nie z sukcesów i porażek, ale z momentów i to totalnie zależy od nas czy to co nam się zdarza nazwiemy porażką czy zwycięstwem. Zwycięzca wszakże to jest ten sam przegrany, który spróbował jeszcze raz. I właśnie nie zwycięstw Wam życzę, ale... spróbowania jeszcze raz, także w podejściu do nauki angielskiego i.. podróżowania po swoje 😀. Ciao
Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.
Kategoria
Skontaktuj się z ta szkoła
Telefon
Strona Internetowa
Adres
Szczecin
71-112
Godziny Otwarcia
| Poniedziałek | 06:00 - 22:00 |
| Wtorek | 05:30 - 22:00 |
| Środa | 06:00 - 22:00 |
| Czwartek | 06:00 - 22:00 |
| Piątek | 06:00 - 22:00 |
| Sobota | 08:00 - 14:00 |
| Niedziela | 09:00 - 17:00 |