Nomada
25/02/2025
GERMINAL
Miasteczko Ałtaj położone w mikro obniżeniu terenu jest poprzecinane siatką asfaltowych i gruntowych dróg. Drewniane płoty oddzielają ceglane domostwa, jak i wojłokowo materiałowe mongolskie jurty, a do tego wszystkiego kilka betonowych osiedli wybudowanych w czasach republiki ludowej i komunistycznego przywództwa Cedenbala.
W tym urbanistycznym chaosie mijają mnie popularne tutaj toyoty, czasami ktoś przejedzie na koniu za sprawunkami, a czasami dzieciaki ze szkolnymi tornistrami zagadują turystę po angielsku.
Nad tym miasteczkiem górują długie, metalowe i pociągłe, strzelające ku niebu kominy. Wydobywa się z nich ciemny, czarny dym, tańczący na wietrze. W 15 tysięcznym Ałtaju takich kominów jest kilkanaście.
Wchodzę na teren jednego z takich zakładów, gdzie dym wzbija się ku niebu.
- To jest elektrociepłownia - mówi napotkany mężczyzna z taczką, wywożący rozgrzany żużel. Wyrzuca go do zagłębienia na drodze między blokami - Śmiało, wejdź do środka, ale nie rób tam zdjęć - przestrzega na koniec.
Po przekroczeniu progu i dwóch ogromnych stert węgla, wchodzę w trzewia pomieszczenia, ciemnego, zakurzonego, gdzie pośrodku z gigantycznego metalowego pieca wydobywa się szalenie buchający ogień. Mongolska moria, nie da się oddychać. Pył, zaduch i ciemności.
Dwóch mężczyzn z ubrudzonymi maseczkami na twarzach, z szypami w rękach ciągle dokłada do pieca. Ogień bucha im stale w twarz. W końcu dostrzegają mnie, wychodzimy razem na zewnątrz na fajka i rozmawiamy przez translator.
- Kurz, pył, opiłki węgla są najgorsze. Kaszel strasznie dokucza po pracy, ale co zrobisz - mówi mężczyzna, który w spracowanej, brudnej od węgla dłoni, trzyma szluga - Tak, jest to ciężka robota, ale jest...
Długo nasza rozmowa nie trwa. Piec potrzebuje kolejnej porcji czarnego złota, domaga się kolejnej ofiary z węgla. Płomień nie może zgasnąć, ludziom w mieszkaniach nie może zabraknąć ciepła, a w kranie musi lecieć ciepła woda, chociaż przez kilka godzin, najczęściej o poranku.
(reszta w komentarzu poniżej )
17/02/2025
DOJECHAŁEM
Dojechałem drogą lądowa do Mongolii.
Po 229 dniach w drodze, około 15 000 km. Dojechałem, udało sie, jak ja się cieszę, że tu jestem.
Kosztowało mnie to ogrom wysiłku, znoju, niedogodności, stresu i nerwów. W końcu jestem tam, gdzie marzyłem żeby być. W Mongolii, kraju nomadów, a gdzie jak nie w tutaj jest moje miejsce.
To jeszcze nie jest czas na podziękowania przede mną jeszcze ostatnie 1500 km do Ułan Bator, stolicy Mongolii i ostatnie 3 tygodnie w rowerowym siodełku w trakcie tej podróży... niemniej w tych emocjach, dziękuję Wam wszystkim, obserwującym, komentującym, dopingującym, wspierającym kawkami, bo to między innymi dzięki Waszej pomocy spełniłem swoje marzenie, dziękuję z całego serca 🙏
Wsparcie sprzętowe:
pl
Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.
Kategoria
Skontaktuj się z firmę
Strona Internetowa
Adres
Poznan