Malunki Halunki
09/06/2026
Przepraszam, że rzadziej się tutaj odzywam. Chyba trochę wszystko mnie przerasta.
Codzienność opieki 24/7, ciągła logistyka wszystkiego, organizowanie, sprawdzanie, czuwanie. Nieustanne poczucie bycia niezbyt dobrym opiekunem, mimo że wiemy, że dajemy z siebie tyle, ile możemy, a i tak przecież nie sprostamy wszystkiemu.
Bo to niemożliwe.
Jesteśmy ludźmi, a nie robotami.
I tak, są dni, kiedy jestem silna.
Załatwiam, organizuję, czuwam.
Jestem obok, kiedy trzeba podać rękę, pomóc się podnieść, wysłuchać, przytulić. Staram się być spokojem wtedy, gdy wokół tyle spraw niepewnych.
Ale są też dni — i bywa, że całkiem sporo takich dni — kiedy wszystko mnie przerasta. Gdy czuję ogromny niepokój i lęk, gdzieś głęboko w środku. Tym bardziej, że nie chodzi tylko o stan zdrowia mojej Mamy, ale również o moje własne zdrowie.
Kilka dni temu, w nocy, bardzo się zaniepokoiłam. Właściwie to wystraszyłam się. Bardzo źle się poczułam i byłam bliska zadzwonienia po pogotowie ratunkowe — tym razem dla siebie. Na szczęście po chwili minęło. A w głowie miałam tylko jedną myśl: „Co z Mamą? Co z kotami?”.
Są też takie dni, kiedy sama potrzebuję, żeby ktoś zapytał:
„A jak Ty się czujesz?”
„Potrzebujesz czegoś dla siebie?”
Opiekując się bliską osobą, łatwo zapomnieć o sobie. Tak bardzo skupiamy się na tym, żeby zapewnić Jej bezpieczeństwo, że własne zmęczenie odkładamy na później. Emocje chowamy głęboko, bo przecież teraz najważniejszy jest ktoś inny. Czasami mamy ochotę sobie zwyczajnie popłakać, a nawet na łzy nie bardzo możemy sobie pozwolić.
A przecież my też się boimy.
Też tęsknimy za odpoczynkiem.
Za wakacjami czy choćby weekendem (tu przeważnie nie mamy odwagi by pomarzyć i o tym).
Też czasem nie mamy już siły. Na cokolwiek.
I wiem też, jak niewiele czasami trzeba, by wyczerpanie, które nosimy w sobie od tygodni czy miesięcy, a nawet lat zamieniło się w wybuch emocji.
Jedno słowo za dużo.
Jeden telefon.
Kolejna nieprzespana noc.
Łzy, złość, bezradność.
Nie dlatego, że jesteśmy słabi.
Dlatego, że jesteśmy tylko ludźmi.
Nie bezdusznymi robotami.
Dziś chcę powiedzieć wszystkim Opiekunkom i Opiekunom:
pamiętajcie o sobie.
Nie jesteście tylko wsparciem dla innych. Jesteście ludźmi, którzy każdego dnia niosą ogromny ciężar miłości, troski i odpowiedzialności.
Nie musicie być bohaterami przez 24 godziny na dobę.
Ja też często muszę sobie o tym przypominać.
Poproście o pomoc. Przyjmijcie ją, kiedy ktoś ją oferuje. Znajdźcie chwilę na oddech, spacer, sen, rozmowę. To nie egoizm. To troska o siebie, która pozwala troszczyć się o innych.
I wiem aż za dobrze, jak czasami jest trudno o tę chwilę dla siebie, bo przecież zawsze jest coś ważniejszego.
Przytulam dziś szczególnie tych, którzy są przy swoich bliskich w najtrudniejszych momentach życia.
Wiem, ile kosztuje Was ta droga.
Wiem, jak wiele niewypowiedzianych emocji nosicie w sobie.
Wiem, że boicie się pomyśleć o czymś dla siebie. Że boicie się pewnych swoich trudnych myśli, a one się pojawiają. Mimo, że bardzo ich nie chcecie. I wpadacie w poczucie winy. Że jak? Że jak mogło Wam przyjść do głowy coś takiego?
.. ale wiem też, jak wiele dobra niesie Wasza obecność.
Wy też musicie to wiedzieć.
Ciągle sobie o tym przypominać.
Bardziej niż koniecznie.
To wręcz niezbędne!
I życzę Wam zrozumienia Waszej sytuacji.
Całkiem niedawno moja bliska koleżanka zapytała ze zdziwieniem, dlaczego nie zrobiłam tego czy tamtego. Przecież jestem z Mamą w domu, czasem mam wsparcie opiekunek, a mimo to mówię, że czegoś nadal nie zrobiłam. Ba, że nie robię nic, by rozkręcić fundację, że nie ma wernisaży, prelekcji i innych wydarzeń, które planowałam i tak bardzo mi na nich zależało.
Powiedziałam Jej, że nasze życie jest „nieco” inne niż jeszcze rok czy dwa lata temu. Że to nie tylko bardziej zaawansowany i jednocześnie bardziej angażujący etap choroby, a więc i opieki, ale też ja jestem o ten rok czy dwa doświadczeń bardziej zmęczona. I starsza też. 😂
Gdy powiedziałam, że poranna (u nas bywa, że koło południa) toaleta, pielęgnacja, drobne ćwiczenia, masaż pleców, nóg, rąk, śniadanie, leki, wszelkie smarowidła, świeża koszulka, pieluchy, podkłady a czasami jeszcze zmiana pościeli zajmują nawet trzy godziny, bardzo się zdziwiła.
Więc dopowiedziałam, że bywa też tak, że tego samego dnia przez kolejne dwie godziny wieczorem jest powtórka. Czasami dłużej, gdy na współpracę Mamy nie bardzo mogę liczyć.
Że do tego dochodzi często zaledwie kilka godzin snu, że nigdy nie wiesz czy ta noc będzie spokojna czy raczej nie zmrużysz oka a Twój Podopieczny będzie w nie najlepszej formie.
Że są też przecież jeszcze zwykłe, codzienne obowiązki domowe.
Że co chwilę trzeba coś podać, zmienić, poprawić...
Mało tego. Kiedy zniknę Mamie z oczu, słyszę:
„Natalia, jesteś?”
Po prostu muszę być ciągle tuż obok, w zasięgu wzroku.
W mniemaniu mojej Mamy to ja powinnam (właściwie muszę) robić wszystko w domu i przy Niej. Nawet gdy jest opiekunka, a ja nie zdążę wyjść z domu, Mama i tak oczekuje czegoś ode mnie, a nie od opiekunki.
Owszem, z jednej strony jest to miłe, bo jest świadectwem tego, że jestem dla Mamy ważna. Że jestem dla Niej kimś wyjątkowym. Że jestem Mamy wszystkim (zresztą bywa, że mi Mama dziękuję, że jestem i zastanawia się co by beze mnie zrobiła).
Że to ja daję Jej poczucie bezpieczeństwa i zrozumienia, mimo że czasami mocno między nami zgrzyta (oj, bywa i tak. Bywa głośno).
Ale z drugiej strony bywa to zwyczajnie uciążliwe. Bo czuję się trochę jak na uwięzi, z ogromnym balastem odpowiedzialności. Z poczuciem, że nie mogę zawieść. Że nie mam prawa się rozsypać, zachorować ani odpuścić choćby na chwilę.
Że jestem opoką i muszę trwać.
Muszę wytrwać.
Zresztą chcę wytrwać.
I chcę być tą opoką dla Mamy.
To mój wybór.
Nie potrafię inaczej. Nie chcę.
Ale też muszę dźwigać ten ciężar wszystkich „skutków ubocznych“.
A kiedy ośmielę się przy Mamie porozmawiać — a właściwie spróbować porozmawiać 😂 — z kimś przez telefon, to zaraz czegoś potrzebuje, obraża się albo po prostu domaga się mojej uwagi.
A jak jest u Was, drodzy Opiekunowie?
A Ty, mój Czytelniku, który znasz opiekunkę lub opiekuna — kiedy ostatnio zapytałeś, jak się czuje? Czy potrzebuje pomocy? Czy może chciałby po prostu porozmawiać albo wyjść na spacer?
No i kto z Was przeczytał cały mój tekst tą nocną porą?
💚
02/06/2026
Czytam teksty Doktor Zgliński i za każdym razem mam wrażenie, że trafiają dokładnie w te miejsca, które jako Opiekunowie często próbujemy omijać. Zwłaszcza wtedy, gdy mowa o granicach.
Opiekując się moją Mamą, ciągle uczę się ich stawiania. I to mimo że doskonale wiem, jak bardzo są ważne. Ba, wiem nawet, że są absolutnie niezbędne. A jednak teoria i praktyka to często dwa różne światy.
Bo kiedy kochasz, kiedy widzisz cierpienie bliskiej osoby, kiedy każdego dnia chcesz zrobić jeszcze trochę więcej, bardzo łatwo przekroczyć własne możliwości. Bardzo łatwo zapomnieć o sobie.
Tymczasem brak granic nie jest oznaką większej miłości ani lepszej opieki.
To droga do wypalenia.
Do zmęczenia tak wielkiego, że zaczynamy reagować wściekłością nawet na drobiazgi.
Do frustracji, żalu, a czasem nawet do niechęci wobec osoby, którą przecież kochamy i dla której robimy wszystko, co potrafimy.
Jeśli nie postawimy granicy, możemy zniszczyć samych siebie, naszego Podopiecznego i wszystko to, co do tej pory udało nam się zbudować dobrego w opiece.
Dlatego uczę się mówić:
🔸„dość”,
🔸„potrzebuję pomocy”,
🔸„teraz czas dla mnie”.
Nie dlatego, że kocham Mamę mniej. Właśnie dlatego, że kocham Ją na tyle, by zadbać również o siebie.
Nie jest to łatwe. Oj, nie jest.
Dla mnie bywa wręcz niezmiernie trudne.
Ale coraz bardziej rozumiem, że jest konieczne. Wręcz niezbędne.
👉 Jestem ciekawa, jak Wy sobie z tym radzicie?
👉 Czy potraficie stawiać granice w opiece nad bliskimi?
👉 Co było dla Was najtrudniejsze?
I przy okazji – nie mogę się doczekać książki Doktora Zglińskiego. Mam nadzieję, że znajdę w niej jeszcze więcej odpowiedzi na pytania, które codziennie stawia przede mną opieka.
A ja sama coraz częściej patrzę na kalendarz i myślę o swojej 50-tce. Coraz mniej czasu zostało do tych urodzin, a przecież kiedyś obiecałam sobie, że moja pierwsza książka pojawi się na półkach jeszcze przed nimi.
Od dziecka połykałam książkę za książką. Czytałam wszystko, co wpadło mi w ręce, i już wtedy marzyłam, że kiedyś sama zostanę pisarką. To marzenie nigdy mnie nie opuściło. Mało tego – w mojej głowie są plany nie na jedną, ale przynajmniej na trzy książki. Konspekty tych książek są gotowe od dłuższego czasu...
Problem jest tylko jeden – czas.
A właściwie jego brak.
Żeby napisać książkę, potrzebowałabym możliwości opłacenia dodatkowych godzin dla opiekunki. Inaczej zwyczajnie nie ma szans, by powstało coś więcej niż kolejne wpisy na Facebooku.
A bardzo chciałabym wreszcie zamienić te wszystkie doświadczenia, historie i przemyślenia w coś, co zostanie na dłużej.
👉 Powiedzcie szczerze – czy bylibyście zainteresowani zakupem mojej książki?
👉 A może nawet kilku książek?
👉 Czy tematy związane z opieką, życiem opiekuna i naszą codziennością byłyby dla Was wartościowe?
👉 Czy świat innej młodej opiekunki swojego młodego męża byłby dla Was interesujący?
Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.
Kategoria
Skontaktuj się z osoba publiczna
Telefon
Strona Internetowa
Adres
Poznan