Opolski Klub Turystyki Rowerowej Rajder
23/05/2026
2026-05-23 Żelaznym szlakiem Większyce – Polska Cerekiew
Ścieżki po byłych liniach kolejowych bardzo mnie interesują. Już kilka przejechałem. Tym razem nadarzyła się okazja na przejazd niedawno zbudowaną trasą Większyce – Polska Cerekiew. I okazało się, że ścieżka jest idealnie zrobiona, pod każdym względem. Rajd zgromadził ponad 30 osób, głównie z Kędzierzyna i Koźla. A zbiórka była na początku ścieżki zaraz za Koźlem. Na trasie tempo umiarkowane ok. 10-15 na godzinę i postoje na byłych stacjach. Półmetek był w świetlicy wiejskiej w Sukowicach. Poczęstunek – pieczone kiełbasy, kawa i ciastka oraz woda mineralna. Towarzystwo rozsiadło się na dłużej a było już południe więc odłączyłem się i pojechałem jeszcze kilka km do Polskiej Cerekwi. Ścieżka kończy się przed wioską, ale jest pozostałość po budynku stacji. Nie byłam tam kilka lat, ale zamek dalej stoi pusty tylko na parterze jest biblioteka. Droga powrotna już bez postojów prosto do Koźla – Rynek, zamek, kościół. I do Kędzierzyna na pociąg. Bardzo udany wyjazd rekreacyjny i krajoznawczy.
Marek.
10/05/2026
2026-05-03 Majówka w Czechach. Dzień czwarty - zamek Soviniec
To ostatni dzień naszego pobytu, Januszek i Kazio wyruszyli o 8 rano w drogę powrotną - najpierw Czesio zapakował ich na bagażnik auta i wywiózł za dwie najwyższe góry. A potem minęli jeszcze jedną i dalej już mieli tylko z górki z wiatrem, więc koło 13-tej dotarli na własnych kołach do Nysy, wsiedli w pociąg i szybciej od nas dotarli do domu. My mieliśmy czas, bo wracaliśmy samochodami, więc postanowiliśmy jeszcze pojeździć po okolicy. Ja się uparłam, że dość oglądania smerków i pięknej przyrody, pora na program kulturalno-oświatowy. Na wieży widokowej wpadł mi w oko zamek w Sovincu i koniecznie chciałam go zobaczyć. Ale było do niego 25 km przeważnie pod górkę, wiał silny wiatr co dla elektryków nie stanowi problemu, ale został nam Jacuś na zwykłym rowerze. Aby nie zostawać w tyle wypożyczył sobie elektryka i pojechaliśmy. Monika i Andrzej pojechali na zamek samochodem, gdyż Monia nie chciała męczyć kontuzjowanej ręki. Na elektrykach jechało się bardzo dobrze, Jacuś aż tak się rozpędził, a ja za nim, że nie zauważyliśmy, kiedy reszta skręciła w boczną drogę. Gdy się zorientowaliśmy i zawróciliśmy upłynęło sporo czasu i drogi, a nigdzie ich nie było widać, zadzwoniliśmy, okazało się, że są daleko z przodu. Nie pozostało nam nic innego jak ich gonić - spotkaliśmy się w najbliższym miasteczku. Zrezygnowaliśmy z oglądania ruin i pojechaliśmy od razu na Soviniec. I warto było, zamek jest piękny, warto go pozwiedzać, choć artefaktów jak to w czeskich zamkach za wiele nie ma, ale widok z murów i wieży przepiękny. Z zamku pojechaliśmy 3 km w dół zobaczyć Arboretum o wdzięcznej nazwie Maczu Pikczu, a po drodze mogliśmy podziwiać całe łąki usiane pierwiosnkami. Arboretum obejrzeliśmy z dołu, bo nie było czasu ani sensu drapać się pod górkę po alejkach, skoro z dołu wszystkie rośliny były dobrze widoczne. Wracając mogliśmy jeszcze raz podziwiać pierwiosnki i zamek z drugiej strony. Jacuś uparł się by nam pokazać Galerię u Pradziada i warto ją zobaczyć, bo jest po drodze w miejscowości Jirikov. Rzeźbiarz Jiri Holouszka prezentuje w tym miejscu swoje prace, których jest tutaj ponad 250. Siedziba znajduje się na fermie danieli, gdzie znaleźć można ogromną szopkę betlejemską w której znajdują się rzeźby naturalnej wielkości. Największą rzeźbą i kolejnym unikatem jest postać władcy gór - Dziada Pradziada, która ma 10 m i waży 15 ton. Kolejnym unikatowym dziełem jest gigantyczny obraz Rzeszy Pradziada, a wszystkie trzy są wpisane do czeskiej księgi rekordów. W galerii znajduje się też pracownia, gdzie można zobaczyć kolejne etapy twórcze oraz wiele innych ciekawych eksponatów, a wszystko pięknie w drewnie wyrzeźbione. Świetnie bawiliśmy się karuzeli i na placu zabaw, a Jacuś pograł w karty z diabłami w piekle. Gdy już wszystko obejrzeliśmy ruszyliśmy w drogę powrotną, Jacuś oddał elektryka, zapakowaliśmy swoje rowerki na hak, pożegnaliśmy Adama i Basię i ruszyliśmy do domu. Chcieliśmy pojechać przez Mesto Albrechtice, bo mamy tam swoją ulubioną knajpkę, ale Czesiowa nawigacja tak nas dookoła po górach ciągała, że ją zamknęli zanim dotarliśmy. Jacuś znalazł przed samą granicą w Tremesnej jeszcze lepszą polsko-czeską, gdzie podano nam pyszny smażeny syr, hranulki i o dziwo aż trzy sałatki - co w Czechach jest ewenementem - od razu widać, wpływy polskie. Najedzeni i zadowoleni z udanego wyjazdu bez przeszkód około godz. 20-tej dotarliśmy do domu. Trasa rowerowa w tym dniu to 57 km.
TEwa.
10/05/2026
2026-05-02 Majówka w Czechach. Trzeci dzień - wjazd na Pradziada
Pogoda na majówkę udała nam się znakomicie, codziennie słońce i chociaż pierwszy dzień był trochę chłodny to później było już tylko lepiej, a nawet panował niezły upał. Zaplanowaliśmy więc wjazd na Pradziada w sobotę, bo widoczność bardzo dobra była a z małej Morawki to niedaleko, tyle że ciągle pod górkę. Nie przeszkadzało nam to wcale, ponieważ znaczna część grupy idąc zgodnie z duchem czasu i peselem przesiadła się na elektryki i tylko 3 osoby się pod górkę spociły. Wspinaczkę zaczęliśmy z parkingu Hvezda i po raz pierwszy wjazd mi się podobał, gdyż na elektryku to bajka - na płaskim wystarczy jechać na eco, pod górkę włączamy standard i samo jedzie, a my możemy podziwiać okolice zamiast się pocić i sapać. Straszne są tylko zjazdy - bo jak się maszyna rozpędzi to gna bez opamiętania i ręce cierpną od hamowania. Pierwszy odcinek drogi bardzo mi się podobał, bo ruch puszczany jest jednostronnie, więc ludzi i samochodów mało, tylko gnające i kurzące autobusy zakłócają sielankę. Gorzej jest od „Owczarni”, gdzie tłumy opuszczają samochody, autobusy, które je tam przywiozły i bez ładu, i składu lezą całą szerokością jezdni na szczyt. A rowerzyści muszą uprawiać slalom gigant między nimi, go pod górkę jeszcze jest w miarę, ale z górki to już bardzo kłopotliwe. Jako że podział na elektryki i „zwykłe” był znaczący to i na szczycie w różnym czasie dotarliśmy by zrobić społeczne foto. Gdy naoglądaliśmy się już pięknych widoków, Kazik z Czesiem opalali się na trawce, a ja z Januszkiem i Jacusiem wjechaliśmy windą na punkt widokowy by obejrzeć dalsze okolice. „Beskidki” w tym czasie zaczęły już zjazd i udali się swoją trasą do Suchej Rudnej, bo nie dali się zwieźć Jacusiowi tak jak ja - byłam pierwszy raz i uwierzyłam mu, że do Svyczarni jest asfalt. Owszem był, ale jaki, już bym wolała, żeby go wcale nie było, poszarpany i pourywany, kamienie, resztki śniegu i lodu. Ręce bolały od hamowania, więc pod schroniskiem udzieliłam mu stosownej reprymendy. Ale widoki były trzeba przyznać piękne, a na dodatek trafiła nam się ciekawostka - ślub w stylu Boho - para młoda z wiankami na głowie, panna młoda w haftowanej kwiecistej sukience, pan młody w garniturze i japonkach. Gdy się już napatrzyliśmy, odpoczęliśmy, zaczęliśmy zjazd slalomem między ludźmi, aż do Owczarni, potem spokojniej, ale ja kilka razy musiałam się zatrzymywać, bo ręce drętwiały od trzymania na hamulcu. I tu się wyjaśniło czemu Czesio nosi przydomek „Pirat” - zaliczył dwie niebezpieczne sytuacje. Najpierw jego własny termos wpadł mu pod koła wybijając go w górę, a potem o włos minął się z pędzącym w górę autobusem i do końca dnia był już spokojny. Gdy wszyscy spotkaliśmy się na parkingu pod Hvesdą Jacuś z Czesiem, którym było mało udali się okrężna drogą do domu przez Suchą Rudną i tam spotkali „Beskidki”, a ja z Januszkami najkrótszą do naszej ulubionej knajpki „Na Rychle” gdzie tym razem zamówiłam czosnkowa polevkę i knedle i nie byłam zawiedziona. Gdy już konsumowaliśmy dotarli do nas Jacuś i Czesio i też przysiedli się do stołu. Po obiedzie Jacuś znów pojechał po zastrzyk adrenaliny w „Bike Parku”, a my do domku. Dzisiejszy dystans to 47 km.
TEwa.
Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.
Kategoria
Skontaktuj się z ta organizacja
Telefon
Strona Internetowa
Adres
Oleska 23/4
Opole
45-052