Bezbarierowi.pl
16/05/2026
Dessau i Wittenberga: Bauhaus i Luter
Pięć ceglanych bloków, do bólu prostokątnych i funkcjonalnych stoi przy Petrholzstrasse w Dessau. Dlaczego zostały uznane za zabytek godny UNESCO? Bo to były pierwsze takie budynki.
Architekt Walter Gropius tuż po pierwszej wojnie światowej postanowił budować domy, które będą jednocześnie tanie i funkcjonalne. W tym celu założył Bauhaus: skrzyżowanie politechniki i akademii sztuk pięknych.
Działająca przez 14 lat szkoła (zamknęli ją naziści) projektowała nie tylko budynki, ale też meble, przedmioty codziennego użytku, a nawet biżuterię, kierując się zasadą, że forma musi wynikać z funkcji.
To oznacza, że to mieszkanie musi dostosować się do potrzeb mieszkańca. Dziś to oczywistość, 100 lat temu: rewolucja.
Co ważne, filozofia Bauhausu położyła podwaliny pod walkę z barierami architektonicznymi w przestrzeni publicznej.
Dlatego warto zwiedzić muzeum w Dessau, które jest bardzo dobrze przystosowane do potrzeb OZN. Obowiązują także zniżki dla niepełnosprawnych zwiedzających. Ekspozycję da się przejść w godzinę. Jedyne, co nas rozczarowało, to bardzo niewiele interaktywnych elementów wystawy. Aż prosi się, aby przetestować designerskie meble, albo samemu coś zbudować.
30 kilometrów na wschód od Dessau leży Wittenberga: Mekka ewangelików. To tam w 1517 roku Marcin Luter przybił do drzwi zamkowego kościoła 95 tez rozpoczynając reformację.
W międzyczasie ewangelicyzm rozlał się po Niemczech, a drzwi spaliły się podczas jednej z historycznych zawieruch.
Dziś można tam podziwiać bramę odlaną z brązu z wygrawerowanymi na niej tezami, a w lokalnej informacji turystycznej można sobie nabyć małego Luterka. Miasto zachęca do spacerów staromiejskimi uliczkami, a na tyłach zamku jest miejsce parkingowe dla OZN.
14/05/2026
Magdeburg: katedra rzymskiego cesarza i cytadela austriackiego malarza
Jazda po stolicy landu Saksonia-Anhalt przypomina wycieczkę do NRD. Miasto zniszczone po wojnie powstało z gruzów w stylu socrealistycznym, a sunące ulicami trabanty jeszcze to wrażenie potęgują.
Jednak my przesunęliśmy wajchę wehikułu czasu znacznie mocniej. I tak znaleźliśmy się na placu katedralnym przed zwalającą z nóg gotycką świątynią Maurycego i Katarzyny. Katedra jest tak wielka, że z miejsca parkingowego dla osób niepełnosprawnych nie dało się jej wcisnąć w kadr aparatu.
Do kościoła wkroczyliśmy w trakcie nabożeństwa, więc musieliśmy trochę odsiedzieć do końca ceremonii.
Choć katedra w obecnym kształcie została ukończona w XVI wieku, wcześniej pełniła swoją funkcję od IX wieku, gdy cesarz Otton I postanowił rozpocząć ostrą chrystianizację Słowian. Ostatecznie to sam władca spoczął w tych murach, a jego sarkofag można zobaczyć za ołtarzem.
W nieco mniej wyeksponowanym miejscu świątyni jest wmurowana tablica upamiętniająca wizytę następcy cesarza, Ottona III, który w 1000 roku odwiedził w Gnieźnie swojego ziomeczka Bolesława Chrobrego i razem przymierzali cesarską tiarę.
Gdy przyglądaliśmy się tabliczce, zaczepiła nas pani ksiądz z lokalnej parafii i zapewniła, że niedawno odwiedziła z mężem Gniezno i generalnie bardzo im się podobało.
To nie koniec polskich akcentów. Jeśli mieszkacie w mieście, które liczy 700-800 lat, to pewnie lubicie przechadzać się po prostokątnym rynku i prostopadle poprowadzonych od niego uliczkach. Możecie to robić, bo większość polskich średniowiecznych miejscowości było lokowanych na prawie magdeburskim.
Ale wracajmy na plac katedralny. Po jego drugiej stronie są ulokowane trzy miejsca parkingowe dla OZN. A na rogu stoi coś, co może jednocześnie zachwycić i trochę zaniepokoić.
Magdeburg był miastem fortyfikacji, więc w latach 90. ubiegłego wieku musiało wzbudzić gigantyczne oburzenie, gdy austriacki hipis z awersją do linii prostych, na ruinach katolickiego kościoła zbudował gigantyczny dziwaczny apartamentowiec i nazwał go zieloną cytadelą.
Friedensreich Hundertwasser był barwną postacią architektury i malarstwa. Budowla w Magdeburgu jest manifestem jego poglądów na budownictwo. Parter to plątanina korytarzy i podwórek ze sklepami i knajpkami wewnątrz. Cytadelę wieńczy wieża, której każde z okien ma inne wymiary. Na masywie budynku rośnie trawa i drzewa i teoretycznie można się tą trasą wdrapać na szczyt cytadeli. Niestety, pozbawiony poczucia wolności obecny administrator budynku nie pozwala skorzystać z dachołączki. Zamiłowanie architekta do fal i kostki brukowej znacząco utrudnia też przeprawę przez budynek osobom z niepełnosprawnością ruchową. Po okrążeniu budynku, opuściliśmy Magdeburg.
11/05/2026
Guten tag! Bezbarierowi wrócili na szlak.
Tym razem najechaliśmy naszego zachodniego sąsiada. Motyw przewodni: dziwna architektura z Niemiec. Na pierwszy ogień nasz zmotoryzowany oddział uderzył w senną wioseczkę Obercunnersdorf na południu Saksonii. Do tego manewru zmobilizowało nas 250 domów przysłupowych, które stoją tam bezwstydnie, przez co miejscowość wygląda jak skrzyżowanie skansenu i parku rozrywki. Budynki, które wyglądają jakby zbudował je szalony cukiernik liczą nawet 200 lat, ale wyglądają jakby każdy z nich miał swojego makijażystę, florystę i trenera personalnego.
Jak się robi domy przysłupowe? Jak sama nazwa wskazuje na dole buduje się przysłupy, które pełnią rolę nośną. Tam też zwykle powstają drewniane ściany stawiane na zrąb. Wyżej stawia się pięterko z muru pruskiego i jeszcze więcej słupa. Na górze ląduje dach z gontów. Wszystko to jeszcze Łużyczanie obłożyli łupkiem żeby ładnie było i voila! Mamy domek rodem z bajki o zaczarowanej wiosce.
Jeśli lubicie miejsca, gdzie turystów prawie nie ma i nie boicie się braków w infrastrukturze kulinarnej, to Obercunnersdorf jest miejscem idealnym na wypad z zachodniej Polski. Podjeść zawsze możecie w pobliskim Budziszynie.
Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.
Kategoria
Strona Internetowa
Adres
Opole