Psychogenealogia

Psychogenealogia

Udostępnij

27/05/2022

Calling All Grand Mothers

We have to live differently
or we will die in the same old ways.

Therefore I call on all Grand Mothers,
everywhere on the planet,
to rise and take your place
in the leadership of the world.

Come out of the kitchen
out of the fields
out of the beauty parlors
out of the television.

Step forward and assume
the role for which you were created:

To lead humanity to health, happiness and sanity.
I call on all the Grand Mothers of Earth
and every person who possesses
the Grand Mother spirit of respect for life
and protection of the young
to rise and lead.

The life of our species depends on it.

And I call on all men of Earth
to gracefully and gratefully stand aside
and let them (let us) do so.

~ Alice Walker, from “Hard Times Require Furious Dancing”
www.alicewalkersgarden.com

Art by Jenny Badger Sultan
www.jennybadgersultan.com

26/05/2022

W temacie bliskich związków:

O otwieraniu serca, traumie relacyjnej i trudnej drodze bliskich relacji.

Ostatnio trafiłam (w pewnej mądrej książce) na rozdział zatytułowany "rodzina jako praktyka duchowa".
Piękna kobieta, która ją napisała dobrze wie, że duchowość to nie (albo z pewnością nie tylko) samotnicza praktyka pod okiem nominowanego guru, nie tylko życie monastyczne, a nawet nie sama medytacja czy modlitwa, nie pielgrzymki i rytuały.
Duchowość kwitnie pośród życia codziennego i w naszych najbliższych związkach.
Duchowość realizuje się poprzez życie w rodzinie (jeśli ją mamy, jeśli nie - jest mnóstwo innych sposobów / poza tym rodziną może być grupa przyjaciół, wspólnota etc).

Doświadczenie moje, moich przyjaciół i wielu, wielu osób z którymi pracowałam pokazuje, że tak, jest to możliwe (choć niełatwe:).
Nie tylko możliwe, ale nawet bardzo potrzebne.
Bo gdy spojrzymy na naszą rodzinę czy na nasz związek jako na optymalne miejsce praktyki duchowej i potencjał do naszego (nas wszystkich) przebudzenia to ta optyka wyposaża nas w perspektywę nadziei i w poczucie sensu.

Dlaczego jest to tak trudna ścieżka?

Bardzo wielu z nas wchodzi w bliski związek niosąc w sobie (świadomie lub nie) zranienia relacyjne z poprzednich etapów życia. A żadne z nich nie są chyba tak bolesne jak te wczesne, kiedy byliśmy w 100% zależnymi od naszych opiekunów dziećmi.
To byly nasze najbliższe związki.
I, w całkowicie naturalny sposób, to, jak w nich było wnosimy w późniejsze relacje.
Nie jest to jednak zła wiadomość.

Kiedy uświadomimy sobie o co tak naprawdę chodzi w kłótniach z partnerem/partnerką (w problemach z dziećmi etc) mamy szansę na zajęcie się naszymi zranieniami i - przynajmniej częściowe - uzdrowienie ich.
Ale związek nie do tego służy (choć jest pomocny).

Przede wszystkim my sami (czasami z pomocą dobrego terapeuty) potrzebujemy wziąć odpowiedzialność za nasze uczucia, stany, potrzeby i pragnienia.
Poznać siebie w kontekście swojej historii i zrozumieć co my wnosimy do związku / rodziny (zarówno skarby, jak i problemy:).

Aby to było możliwe potrzebujemy uwolnić się od ciężaru poczucia winy (to moja wina, coś jest ze mną nie tak, jestem wybrakowany/a).
Nie, to nie Twoja wina.
To było w gestii dorosłych, którzy byli zbyt zaabsorbowani swoimi problemami, by widzieć, słyszeć i otaczać właściwą opieką Ciebie jako dziecko.
Więc nie jest Twoją winą, że teraz nie do końca widzisz i słyszysz bliską osobę.
I że wybrałeś/aś osobę, z którą przeżywasz na nowo dramat bycia niewidzianym/ą, niesłyszaną/ym.
Tak się nieświadomie dobieramy, żeby wskrzesić to, co nas najbardziej boli, to, co najlepiej znamy.
W tym jest szansa uzdrowienia...

Twoja odpowiedzialność dotyczy Twojego życia teraz, nie wtedy. Wzięcia w posiadanie wszystkich swoich zarnień, niezaspokojonych potrzeb, wszelkich pojawiających się uczuć...i uznanie ich, przyjęcie danie im miejsca w sobie oraz czułej, kochającej uwagi.

Bez tego w związku powstaje ciągła, dewastująca gra projekcji, w której nie ma ani wygranych, ani nie ma wyjścia.

Jedyną drogą wyjścia jest zejście w dół, głębiej: do serca, do ciała, do trzewi.
Na poziomie intelektualnych argumentów nie ma autentycznego spotkania.

Jest ono możliwe tylko w otwarciu serca - najpierw na siebie i swoje cierpienie z przeszłości, potem na partnera.
Im bardziej otwieramy serce, tym bardziej siebie i naszą relację uzdrawiamy.
Ale tak, to boli.
Bo żeby popłynęła miłość najpierw cały ten lęk, złość, bezradność, ból musi wypłynąć.

Jeśli sami się tym nie zajmiemy w sobie będziemy "wyrzucać" to - nieświadomie - na partnera (lub/i dzieci).
Uczynimy ze związku naczynie na nasze nieprzyjęte uczucia i niezaspokojone potrzeby.
Bedziemy żyć w nierealnym świecie, bez żywego kontaktu z drugą osobą.

Gdy zajmiemy się swoim uzdrowieniem, z czasem będziemy w stanie naprawdę widzieć drugiego: w jego wspaniałości i nędzy, w całym jego człowieczeństwie.
Wybaczymy sobie, wybaczymy jemu/jej.
Przyjmiemy siebie - ze wszystkim, co w nas jest - i będziemy w stanie przyjąć drugą osobę.

To pełna piękna i niesamowitych, poruszających zwrotów akcji przygoda:)

Ruch otwierania serca wydaje mi się być najważniejszym ruchem w tej dynamice.

A Wy jak myślicie?

Z ❤

foto: Ashleigh 🙏

Chcesz aby twoja szkoła była na górze listy Szkoła w Warsaw?
Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.

Kategoria

Strona Internetowa

Adres

Dobra 4/23
Warsaw
00-388