Squash and fun
25/10/2021
Rano, zaraz po moim powrocie z ligowego meczu o 07:00, zadzwonił do mnie diabeł. Najpierw próbował udawać, że dzwoni bez powodu, to o zdrowie pytał, to o weekend, ale już po chwili zdradził się ze swoją szatańską propozycją - godną najlepszych faustowskich kolegów.
Kiedy usłyszałam, z czym diabeł dzwoni, od razu opadły mnie wątpliwości jak wrony. Co ludzie powiedzą, jak się dowiedzą? Rodzina, znajomi? Jest poniedziałek, jutro muszę iść do pracy (bądź co bądź niezwykle wymagającej...), a tymczasem diabeł ciągnie mnie na brzeg zdrowego rozsądku i każe zrobić krok naprzód. Cały czas sącząc do ucha słodkie zapewnienia, że przecież to długo nie potrwa, a będzie bardzo, bardzo przyjemne i nawet nie zmęczymy się tak, żeby jutro nie wstać bez problemu. Diabeł doskonale słyszał, że się łamię (zwłaszcza pod wpływem myśli, że nie wiadomo, kiedy znowu się zobaczymy)... aż wreszcie mój zdrowy rozsądek i odpowiedzialność trzasnęły jak zapałka. Bez najmniejszego słowa sprzeciwu zgodziłam się na wszystko, co proponował.
Kiedy diabeł w końcu się rozłączył, by wrócić do siana chaosu gdzie indziej, poszłam do łazienki, stanęłam naprzeciwko lustra i patrząc sobie głęboko w oczy, zaczęłam się zastanawiać, dokąd zmierza moje życie, skoro dałam namówić się na trening squasha o 23:30, żeby poćwiczyć volley dropy...? :D :D
Moja przygoda ze squashem zaczęła się podobnie jak życie wielu ludzi - od totalnego przypadku. Rok temu pojechałyśmy z przyjaciółką na weekend w Beskid Niski i żeby nie tracić popołudnia wyłącznie na picie wina, jedzenie pizzy i gapienie się na jezioro przy śpiewie ptaków, zaproponowałam, abyśmy zobaczyły, co to jest ten cały squash, na który mój brat jeździ z kolegami.
Tym sposobem trafiłyśmy na kort w Gorlicach, gdzie pierwszy raz w życiu zobaczyłam, jak taki przybytek wygląda i czego w ogóle używa się do grania.
Żadna z nas nie miała najmniejszej styczności z tym sportem wcześniej (a tym bardziej z jego zasadami), w związku z czym zaprezentowałyśmy interpretację gry w squasha godną Edyty Górniak na mundialu w Korei. Co nie zmienia faktu, że bawiłyśmy się wyśmienicie i nawet nie wiadomo, kiedy ta godzina minęła. A mnie zachwyciła sama koncepcja tego sportu.
Rok później, w lipcu tego roku, trafiłam na regularne treningi squasha... I to był początek nowej, brawurowej przygody, o której mam nadzieję pisać Wam przez najbliższe miesiące :)
Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.
Kategoria
Skontaktuj się z firmę
Strona Internetowa
Adres
40-174