Disobey.pl
07/05/2026
Są ludzie, którzy karmią się swoją ciszą bardziej, niż hałasem świata. Nazywa się ich introwertykami, lecz wielu błędnie uważa, że tacy uciekają od ludzi. Nie od ludzi uciekają - od hałasy mentalnego. Gasną tam, gdzie trzeba nosić maski, gdzie trzeba zaistnieć, określić się, a kiedy już się odważysz pokazać swoją iskierkę, to ktoś zaraz ją sobie weźmie, zrówna do swojej, nazwie, wrzuci w jakieś ramy, często w dobrej intencji - tak się teraz buduje poczucie jedności i dobry kontakt - ale to jest dla mnie zupełnie niezrozumiałe... Takie dusze odzyskują siłę wszędzie tam, gdzie dusza może mówić własnym głosem. To możliwe kiedy ludzie rozmawiając, od serca patrzą sobie w oczy i słuchają się uważnie.
To dar wyczuwania energii drugiego człowieka. Introwertyk często widzi więcej niż słyszy - patrzy głęboko, poza twarz i słowa, prosto za zasłonę pozorów. Dlatego wybiera ogniska zamiast tłumów, szczere spojrzenia zamiast społecznych teatrów. W małym kręgu łatwiej zachować prawdziwe imię ducha. Bardziej jeśli w przypadku zbyt dużo energii innych osób u takiego introwertyka uruchamiają się symptomy nadpobudliwości, niepokoju itp.
Nie chodzi o samotność. Chodzi o autentyczność. Bo są dusze, które bardziej od ciszy kochają tylko jedno, prawdę. Słyszeć w otoczeniu mowę, której nie trzeba zagłuszać...
Przy okazji, kahuni powiedzieliby pewnie, że człowiek traci mana tam, gdzie musi udawać kogoś, kim nie jest.
07/05/2026
Od serca...
Są dzieci, które dorastały w ciszy pełnej krzyku. W domach, gdzie ściany pamiętają więcej płaczu niż śmiechu. Wychowane w cieniu przemocy, na gruncie strachu, rosną inaczej - krzywo, jak drzewo zbyt długo wyginane przez wichurę. Zawsze już będą inne.
Niektóre z nich nauczą się ranić, zanim nauczą się kochać. Inne zaś, wbrew całemu bólowi, rozwiną w sobie coś niezwykłego. Zobaczą smutek w oczach tych, którzy udają silnych. Zauważą drżenie dłoni tam, gdzie świat nie patrzy. I będą dobre - tak bardzo, że aż będzie to bolało. Widzenie.
Diamenty rodzą się przez ciśnienie.
Ci, którzy nie mieli dzieciństwa, noszą je w sobie przez całe życie. Zawsze trochę nie na miejscu, zawsze z oczami szeroko otwartymi na cudze okruchy ciepła, ale zawsze sami. To oni najbardziej się śmieją, kiedy wreszcie czują się bezpieczni. Zawsze będą dziećmi - ale tymi, które mądrze wiedzą, że noc mija. Bo nawet najciemniejsza z przeszłości może stać się miejscem, gdzie zakwitnie coś dobrego. Nie wszystko da się zapomnieć, ale wiele można przemienić. To właśnie te inne dzieci, z ranami jak szkice na skórze, czasem okazują się najpiękniejszymi ludźmi, jakich mamy szansę spotkać. Niestety nie zawsze...
Ale kto przeszedł przez ogień, ten nie boi się już pożarów. Kto spał wśród cieni, ten nie drży przed ciemnością. Ich serca choć pełne blizn, biją twardo i cicho, jak bębny wojenne pod skórą. Nie czekają na cud, bo sami nim byli, przetrwali kiedy byli tak słabi i mali.
Pa Pa Pam
Pa Pa Pam
Właśnie dlatego są gotowi na wszystko i do wszystkiego zdolni. Nie z zimna, lecz z odwagi. Bo kiedyś bali się każdego dnia, więc dziś już nic nie ma nad nimi władzy. Umierają, kiedy trzeba... albo kiedy chcą.
Im niżej jest słońce, tym dłuższy jest cień...
Wołają...
Pam Pam Pa Pa
Obraz: Jasmin Siddiqui (Hera of Herakut)
07/05/2026
"Wilka można bić długo - aż w końcu ugryzie.
A wtedy mówią: zły.
Nie widzą, ile razy wcześniej został zraniony.
Z ludźmi jest tak samo.
Dopóki milczysz - nikt nie słucha.
Dopóki znosisz - wszyscy korzystają.
Ale gdy wreszcie powiesz „dość” — stajesz się problemem.
Świat nie widzi bólu, tylko reakcję.
Nie widzi ran, tylko moment, gdy wreszcie odpłacasz.
A przecież każda dusza ma swój próg.
Każde serce - granicę ciszy.
Nie oceniaj więc, gdy ktoś warczy.
Nie potępiaj, gdy się broni.
Bo gniew nie zawsze jest złem.
Czasem to ostatni sposób, by ocalić siebie.
Bo nawet najspokojniejszy człowiek może stać się wilkiem,
gdy zbyt długo był ofiarą."
Tomasz Badura
Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.